W niedzielę byłam na zdjęciach z moją piękną i kochaną Weroniką. W sumie nie była to sesja wcześniej planowana, bo umówiłyśmy się dopiero w sobotę. Kompletnie nie wiedziałam, w co ubrać Weronikę. Chciałam zrobić coś delikatnego, kobiecego, bo mam dosyć tego, że na wszystkich zdjęciach ludzie przedstawiają ją jako taką mroczną, w rurkach i nerdach. Ubrałam ją w moją nową cudowną spódniczkę i bluzkę, potem jakoś upaćkałam cieniami. Znowu wylądowałam w Parku Wilsona, ale wydaje mi się, że pokazałam go troszkę z innej strony, niż wszyscy znają albo przynajmniej ja znałam. Tuż przy wejściu znalazłam absolutnie genialne miejsce. Miało wyjść delikatnie, a wyszło tajemniczo... Po przyjściu do domu zgrałam zdjęcia i w tym momencie załamałam się. Prawie wszystkie zdjęcia są nieostre. Mój aparat po dwuletniej współpracy zaczyna się psuć. A ja tu planuję w wakacje tyle sesji... Poza tym, zdjęcia są krzywe i w ogóle ble.
Właściwie nie mamy żadnego backstage'u, więc od razu konkrety.










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz